-Myślisz, że w tym mieście zagrzejemy dłużej miejsca niż zwykle? –spytałam brata spoglądając na niego.
Leżał na trawie wpatrując się leniwie w niebo, podczas gdy ja próbowałam łapać równowagę na deskorolce zamieszczonej poprzecznie na solidnym ogrodzeniu okalający teren szkoły. Oczywiście nikt nie mógł tu przebywać po zakończeniu zajęć lekcyjnych, ale nasza dwójka zawsze gwizdała na tego typu rzeczy.
-Mam nadzieję, że tak- mruknął- mam po dziurki w nosie tych ciągłych przeprowadzek.
-Daj spokój! W Malibu spędziliśmy półtora roku. Zdążyłam zdobyć z pięćdziesiąt pucharów.- ostatnie dodałam z nieukrywaną dumą.
-A ja tyle samo razy wylądować u dyrektora- prychnął.
Wybuchnęłam śmiechem wspominając liczne sprzeczki brata z dyrektorem. Bywał tam tak często, że równie dobrze mógł to być jego gabinet. Przez te śmiechy straciłam równowagę i runęłam na ziemię. Pech chciał, że na tą drugą stronę. Tam gdzie rozciągał się chodnik i sądząc po tym, że upadłam na czymś miękkim poszkodowany został jakiś Bogu winien obywatel.
-Co do cholery?- usłyszałam stłumione przekleństwa pod sobą.
Jakby na domiar złego deskorolka spadła wprost na moją głowę, przez co i ja zaklnęłam, ale szybko się opamiętałam i zeszłam z mojego „amortyzatora”.
-Przepraszam ja...
-Uczysz się latać czy co?- przerwał mi, co najmniej niegrzecznie.
Spojrzałam na niego oburzona. Chłopak, na którego spadłam był mniej więcej w moim wieku. Miał czarne oczy i tegoż samego koloru krótkie włosy. Był nawet przystojny nie powiem.
-Yume nic ci nie jest?- Naruto w końcu uporał się z ogrodzeniem i stanął nade mną pomagając mi wstać.
Pokiwałam przecząco głową.
-Pilnuj swoją dziewczynę żeby więcej nie latała.- powiedział znów chłodno, po czym bez słowa wstał i odszedł.
Naruto zaczynał drżeć, co oznaczało, że zaraz wybuchnie. Niewiele myśląc klepnęłam go lekko w głowę. Gdyby nie to zapewne rzuciłby się zaraz na niego.
-To nie mój chłopak/To nie moja dziewczyna!- krzyknęliśmy równocześnie zdając sobie nagle sprawę z tego, co czarnowłosy właśnie powiedział.
Przez chwilę grała cicha irytująca muzyka. Zwróciłam oczy ku niebu, po czym znowu walnęłam brata w głowę i wskazałam na kieszeń. Olśniony wyciągnął komórkę i po krótkiej rozmowie oświadczył, iż mama kazała już wracać. To by było na tyle jeśli chodzi o zwiedzanie nowego miasta. W sumie to większość czasu spędziliśmy na terenie tamtej szkoły po prostu nic nie robiąc. Coś zaczynało się we mnie gotować, gdy myślałam o tych wszystkich nie rozpakowanych jeszcze kartonach.
Gdy tylko przekroczyłam próg średniej wielkości dwupiętrowego domku usłyszałam jak mama kogoś ucisza. Zaniepokojona weszłam do salonu razem z bratem. Stało tu tak wiele kartonów, że lewo mieścił się czerwony zestaw wypoczynkowy, ława i dwa regały.
-Wszystko w porządku mamo?- spytałam.
-Oczywiście –odparła nerwowo.
Spojrzałam na nią sceptycznie coś mi tutaj nie pasowało... Nagle zza kartonów wyskoczył blondwłosy mężczyzna z szerokim uśmiechem
-Tata!- krzyknęliśmy uradowani rzucając się na niego.
Z wielkim hukiem runęliśmy na podłogę jednak nam to nie przeszkadzało. Śmialiśmy się jak wariaci.
-Mama mówiła, że kręcisz nowy film i nie wrócisz przed nowym rokiem.- powiedziałam niemal oskarżycielskim tonem.
-Jeśli tak bardzo chcesz mogę wrócić.- odparł lekko urażony wstając powoli.
-NIE!- krzyknęliśmy wszyscy łaskocząc go. Nawet mama się przyłączyła.
Dobrze było poszaleć całą rodziną. Tata w domu to była prawdziwa rzadkość, więc trzeba było wykorzystać to na całego.
-Chwilowo nie kręcę żadnych scen, więc pomyślałem, że wpadnę, chociaż na jeden dzień. Oczywiście incognito.- powiedział wskazując leżącą na jednym z pudeł brązową perukę.
Skrzywiłam się na samą myśl, że tata musiałby zasłonić swoje włosy. żółty kolor jego włosów i szeroki uśmiech było czymś, co zdecydowanie uwielbiałam a Naruto przypominał mi o tym na każdym kroku. Wyglądał jak jego dokładna kopia. Ten sam uśmiech, te same włosy. Jednak upodobania zwłaszcza, jeśli chodzi o ramen ma po mamie. A ja? Cóż, jestem ziemią niczyją. Oczy tak jak pozostała czwórka mam niebieskie. Włosów nienawidzę. Długie do ramion nigdy nie dadzą się ułożyć. W większej mierze barwę przejęły po mamie, ale pod wpływem „ojcowskich” żółtych akcentów stały się...nijakie.
Nawet nie zauważyłam, kiedy mama odłączyła się od nas i powędrowała do kuchni. Zorientowałam się dopiero wtedy, gdy poczułam apetyczne zapachy dochodzące z tamtych rejonów. Chłopcy też to poczuli. Wszyscy zastygliśmy w miejscu rozkoszując się aromatami, po czym w szaleńczym tempie wstaliśmy i przepychając się pobiegliśmy jeść. Z nowymi zasobami energii do końca dnia uporaliśmy się ze wszystkimi pudłami.
-Radzę nie układać wszystkiego za dokładnie. Niedługo i tak stąd wyjedziemy.- ironia z ust zmęczonego brata brzmiała jak pomruk śpiącego psa.
Zapadłam się w fotelu na samą myśl o naszym czworonogu.
-Daj spokój! Trzeba myśleć pozytywnie!- tata radośnie klepnął Naruto w plecy aż ten się zakrztusił.
-Minato ma rację. Wierzę, że to już nasza ostatnia przeprowadzka.- dodała mama.
Spojrzałam na rodziców ledwo przytomnym wzrokiem. Przyda im się chwila samotności. Posłałam bratu porozumiewawcze spojrzenie, po czym wyszliśmy.
-Zapomniałabym! Trzeba nakarmić psa.- powiedziała za nami mama.
Przełknęłam głośno ślinę. Tylko nie to.
-Się robi.- powiedział radośnie Naruto.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-No, co? Przecież ciebie zaraz pożre.- dodał widocznie ciesząc się z tego, że mi dopiekł.
Co fakt to fakt Kyuubi rzuca się na każdego, kto nie jest Naruto. Już miałam mu coś odpowiedzieć, ale zmieniłam zdanie i poszłam do pokoju.
-A! Braciszku nie siedź za długo. Jutro idziemy do szkoły.- blondyn momentalnie pobladł.
Uśmiechnęłam się złowieszczo. Zemsta jest słodka.